11 sposobów, by uratować wakacje na Bali

Relacjonowanie naszego pobytu na Bali, zaczęłam szczerze i subiektywnie, czyli od ujawnienia ciemnej strony mocy tej wyspy. Dziś zaproponuję alternatywy, dla tych, którzy mimo wszystko się nie zrażają i koniecznie chcą na własnej skórze przekonać się, jakie Bali rzeczywiście jest.

Sama wychodzę z założenia, że aby wyrobić sobie opinię na temat danego miejsca, muszę ujrzeć je na własne oczy, poznać własnymi zmysłami i wyodrębnić to co da się lubić od tego co totalnie nieznośne. Posiłkowanie się artykułami kolegów i koleżanek blogerów jest pomocne, ale raczej w kontekście przewodnikowym niż stricte opiniotwórczym. Kilka dni po opublikowaniu poprzedniego tekstu z ciekawości przejrzałam polskie blogi w poszukiwaniu podobnych do naszych relacji i znalazłam – u Julki oraz Sama. Nasze spostrzeżenia są bardzo zbliżone. Z kolei oglądając zdjęcia moich znajomych z Bali i czytając opisy do dodawanych przez nich zdjęć, widzę niekończące się ohy i ahy. Z czego wynika dyskurs w naszych poglądach?

Wczasy a podróżowanie

W odpowiedzi na to pytanie, chciałabym poruszyć istotny temat związany z percepcją wakacyjnych miejscówek. Mianowicie inaczej odbierają je wczasowicze, a inaczej podróżnicy, którzy wiele już widzieli i po świecie krążą w poszukiwaniu prawdziwych perełek. Mam świadomość, że gdybym przyleciała na Bali, po kilku miesiącach ponurej jesieni i zimy w Polsce i nie zwiedziła wcześniej kawałka świata, to mój odbiór byłby prawdopodobnie trochę inny. Cieszyłabym się urlopem/wakacjami, no bo po co sobie je psuć?

Jak to się mówi „podróże kształcą”. Ta edukacja to otwieranie oczu i serca na tak zwane „sprawy” danego miejsca, a nie zamykanie się w obrębie krajobrazów. Mam na myśli zgłębianie sytuacji politycznej, ekonomicznej, kulturowej. Wpływów turystki na region, umiejscawianie tego wszystkiego w skali globalnych problemów całego świata (jak np. zanieczyszczanie środowiska, które w skutkach i perspektywie czasu dotknie także i pozornie bezpiecznych nas – Europejczyków). Trudno oczekiwać od zapracowanej na co dzień osoby, pary lub rodziny, aby wyjeżdżając na kilku-kilkunasto dniowe wczasy na Bali, zaprzątali sobie w trakcie pobytu tym głowę. Niemniej jednak, bierność i ignorancja jest niewskazana. Zauważanie problemów i ich analiza, może odbywać się równolegle z pozytywnym spędzaniem czasu i wcale w nim nie przeszkadzać. Kwestia indywidualnych umiejętności i chęci.

bali-z-dala-od-domu-blog-podróżniczy
Bali, Uluwatu

Pisz sobie co chcesz, ja i tak chcę na Bali !

Jeśli jesteś w gronie osób, które są zdecydowane, aby to właśnie Bali odwiedzić – nie ma sprawy, podrzucam Ci teraz kilka wskazówek, które uczynią Twój pobyt przyjemniejszym.

I.Wybierz odpowiedni termin podróży

Miesiąc, który wybierzesz na odwiedziny Bali, może odegrać kluczową rolę w przebiegu Twojej przygody. Zaplanowanie terminu wyjazdu nie powinno być przypadkowe i polecam zapoznać się z panującymi warunkami, podczas różnych pór roku.

Październik – marzec

To miesiące pory deszczowej. Liczba turystów znacząco (w stosunku do poprzedzających wakacji) maleje, ale rośnie prawdopodobieństwo wystąpienia opadów. Jak to wygląda w praktyce ? Może nie padać wcale, kilkadziesiąt minut lub przez większość dnia. Prognozy pogody na niewiele się zdają, ponieważ np. opady na terenach w pobliżu lasów tropikalnych rządzą się swoimi prawami. Tam z pewnością będzie chłodniej (15-20*C) , ale temperatura w okolicach wybrzeża powinna wynosić od 24 do 27 stopni.

Warto wyodrębnić okres od:

Drugiej połowy grudnia – pierwszej połowy stycznia,

Choć pora roku się nie zmienia, to liczba odwiedzających – drastycznie. Okres okołoświąteczny oraz posylwestrowy, jest nazywany najgorętszym sezonem na Bali i wcale nie chodzi o temperaturę. Oprócz przeogromnej liczby turystów, trzeba również się liczyć z wygórowanymi cenami.

Kwiecień – maj 

Miesiące przejściowe między monsunem a upalnym latem. Liczba odwiedzających zaczyna stopniowo wzrastać, ale jeszcze można załapać się na pewnego rodzaju kompromis. Słoneczna pogoda, wciąż jeszcze przed nadchodzącym turystycznym tsunami.

Czerwiec – wrzesień 

Lato w pełnej krasie. Termometry nie spadają poniżej 28-30 °C , nawet w górzystych regionach Bali. Gwarancja słonecznych, a wprost upalnych dni jest niemalże wliczona w cenę. Jednocześnie, musisz zapomnieć o spokojnej eksploracji. Liczba odwiedzających jest kosmicznie wysoka (!). Na tyle, że nawet spotkaliśmy się z opinią lokalnego taksówkarza, który narzekał na zbyt duży ruch w tych miesiącach. Oczywiście również ceny (głównie hoteli) skaczą w górę,  nawet do 250% stawki poza sezonem.

My spędziliśmy na Bali prawie 4 tygodnie – od połowy listopada do połowy grudnia. Czyli teoretycznie w czasie, kiedy deszcz nie powinien nas oszczędzać. W przybrzeżnym Kedungu (spokojna wiocha), gdzie spędziliśmy tydzień, tylko jednego wieczoru zaniosło się chmurami i momentalnie lunęło. Gdy ruszyliśmy na tripa skuterami w kierunku centrum Bali, czyli lasów, prawie codziennie łapał nas przelotny deszczyk. Najczęściej kończyło się na kilkunastu – kilkudziesięciu minutach postoju pod najbliższą wiatą/dachem. Po czym deszcz ustawał, a my jechaliśmy dalej.

W zamian za te mokre epizody, w najpiękniejszym dla nas miejscu całego Bali, czyli przy (i w!) wodospadzie Sekumpul, byliśmy całkiem sami. Deszcz absolutnie nie wpływał negatywnie na naszą wyprawę, oczywiście byliśmy przygotowani i mieliśmy ze sobą przeciwdeszczowe kurtki. Temperatura była wspaniała – około 20 stopni. Za to ostatnich kilka dni w Uluwatu, upłynęły w pełnym słońcu i w naszej skali, było wręcz za gorąco 😀

bali-z-dala-od-domu-blog-podróżniczy
Przeciwdeszczówki zawsze pod ręką!

II. Świadomość i nastawienie, że nie jedziesz do obiecanego raju

Najlepiej przed wyjazdem zerwij z wyobrażeniami o Bali, jako o rajskiej, dzikiej wyspie. Owszem, Bali jest super egzotyczne, ale również jest skomercjalizowane i trudno nie natykać się tu na wkradającą się, gdzie się da zachodniość. Przeczytaj na co należy uważać i  już teraz rozbudź apetyt na eksplorację schowanych miejscówek. Zdecydowanie lepiej wyruszyć w tę podróż z nutą dystansu i podejmując odpowiednie działania organizacyjne, pozytywnie się zaskoczyć, niż jakby to miało przebiegać odwrotnie.

III. Zwiedzaj na własną rękę

Dla nas zwiedzanie na własną rękę to podstawa funkcjonowania w podróży. Są miejsca, w których przewodnik jest wymagany i nie da się tego przeskoczyć (co najzabawniejsze, nam się to zdarzyło raz, na Filipinach, gdy dreptaliśmy na szczyt nieprzekraczający 2000 m.n.p.m), ale do przeważającej większości miejsc, można dotrzeć na własną rękę. Dla kogoś kto jest przyzwyczajony do zorganizowanych wycieczek, może to brzmieć strasznie, ale w kontekście Bali – jest jednym słusznym rozwiązaniem. Bali jest bardzo łatwe „w obsłudze”. Będąc nastawionym na eksplorację, a jednocześnie nie chcąc działać na zbyt dużym spontanie, najważniejszym przygotowaniem będzie sporządzenie listy miejsc, które koniecznie chcesz zobaczyć. Później należy zaplanować (przy użyciu google.maps.) trasę, która logistycznie będzie tworzyła sensowny szlak podróży. Do wszystkich atrakcji, wodospadów, świątyń itp., itd. nie potrzebujesz zorganizowanych grup.

IV. Unikaj dużych miast

W dużych miastach nie zaznasz kultury i ducha autentycznego Bali. Tak bardzo zachód wdarł się w ich krwiobieg. Egzotyka zaczyna się poza granicami turystycznych miejscowości.

Najlepiej wyszukaj sobie wcześniej wioskę, w której spędzisz pierwsze 2-3 dni. W porze monsunowej, do takich miejsc turyści prawie nie docierają. W Kedungu oprócz nas, spotkaliśmy może 15-stu innych backpackerów oraz 10-ciu białasów, którzy w okolicę przeprowadzili się już kilka lat temu.

Lokalna społeczność na wsiach, jest znacznie serdeczniej nastawiona do odwiedzających, a ich intencje, odbieraliśmy za szczere. Choćby takie małe rzeczy, jak gdy zapytaliśmy właściciela jednego ze sklepów, gdzie kupimy owoce (akurat jego market tego nie miał w asortymencie), a on pospiesznie zaprosił nas na pakę swojego jeepa i pognał 10 km dalej, byśmy na straganie mogli kupić świeżutkie owoce. Zrobił to za friko, z uśmiechem i ten sympatyczny gest zapoczątkował naszą przyjaźń. Później, Lenon kilkakrotnie oferował nam swoją pomoc, zupełnie bezinteresownie, a my z przyjemnością spędzaliśmy w jego towarzystwie popołudnia czy też wieczory. Mieszkańcy wiosek będą Tobą i Twoją historią szczerze zainteresowani, co w naszym odczuciu było bardzo przyjacielskie..

bali-z-dala-od-domu-blog-podróżniczy
Bali, Kedungu – zachody w tamtych regionach Azji potrafią zachwycić

V. Surfuj

Zdaję sobie sprawę, że z różnych względów, to nie będzie pomysł dla każdego. Jednak pisząc bloga, który jest medium niezależnym, mogę sobie na szczęście pozwolić na subiektywność. Dla nas surfing był jedną z najfajniejszych aktywności, które zorganizowaliśmy sobie na Bali. Warunki wzdłuż wybrzeża wyspy, są idealne dla surferów na różnym poziomie. Warto na Bali stawiać swoje pierwsze kroki, ponieważ ceny kursów nie są wysokie. Za 10 godzin kursu z instruktorem, płaciliśmy około 400 zł. Lekcje były indywidualne i zawierały koszt wynajmu sprzętu. Dla porównania godzina w Australii to koszt 50$. Przy instruktorach jak najbardziej można czuć się bezpiecznym, a fun i satysfakcja jaka płynie z uprawianego sportu są przefantastyczne.

VI. Idź na jogę

Przede wszystkim joga jest dla każdego! Pewnie męskie grono czytelników nie zgodzi się z tym stwierdzeniem, uważając ją za bardzo kobiecą aktywność, ale to (wychodzący powoli na prostą) błąd kulturowy. W zachodnich krajach, większość zainteresowanych tematem jogi stanowią Panie, a w samym sercu tej filozofii (Indiach), większość mistrzów stanowią właśnie mężczyźni.

Egzotyka Bali bardzo dobrze wpływa na performance duszy i ciała.  Warto zrobić mały research okolicznych shal (czyli po prostu miejsc, w których zajęcia się odbywają) i zdecydować się na taką, która jest położona z dala od głównej ulicy (inaczej ciężko będzie się uwolnić od hałasu). Zafunduj sobie dawkę spokoju i ruchu. Instruktorzy jogi na Bali są bardzo eteryczni i potrafią zarażać wspaniałą energią.

Dla mnie właśnie zajęcia na Bali były decydującym bodźcem do późniejszego wyjazdu do Indii, na miesięczny kurs instruktora Jogi. Jak wygląda taki kurs, jak go zorganizować i jakie są moje po nim wrażenia, opiszę w najbliższym czasie.

VII. Wypożycz skuter

Nie wyobrażam sobie podróżowania po Bali nie dysponując skuterem. Opcja samochodu jest o tyle kiepska, że wychodzi znacznie drożej a niestety przemieszczać i tak będziesz się wolniej. Najczęściej na drogach ruch zatrzymują światła i tworzą się korki, na których początek pchają się setki skuterów, a jeśli takowy macie, no to Wy razem z nimi. Samochody zostają zatamowane i zapomniane gdzieś z tyłu.

Przemieszczanie się skuterem nawet w obrębie wioski (opcjonalnie miasta) jest wygodne i tak zwyczajnie – fajne. Naturalną konsekwencją wypożyczenia tego pojazdu, jest możliwość zwiedzenia pobliskich ciekawych miejsc i dawkowanie sobie Bali porcjami.

Honda VARIO zawsze classy

VIII. Rusz w wyprawę skuterem dookoła Bali

Najlepszym sposobem na poznanie Bali w pełnej krasie, jest wyjazd na kilkudniową podróż skuterem. Trasę zaplanuj z punktu A, do punktu A. Musisz przecież skuter oddać. Jeżdżąc codziennie kilkadziesiąt kilometrów przez tę wyspę, zobaczyliśmy dziesiątki krajobrazów, które nie są żadnymi nazwanymi atrakcjami turystycznymi. Tak więc po drodze czeka Cię wiele niespodziewanych, ładnych widoków, a i co rusz będziesz mijać ciekawe świątynie, przy których polecam się zatrzymywać i zajrzeć do środka. Te przypadkowo napotkane mają najlepszy klimat.

W ciągu kilku dni będziesz w stanie zaznać zróżnicowania Bali – od plaż, przez pola ryżowe, górzyste tereny, wulkan aż po dżunglową gęstwinę. To właśnie w centrum oraz na północy wyspy znajdują się najpiękniejsze miejsca…

IX. Eksploruj wodospady

… a te miejsca to przede wszystkim wodospady. Naszym numerem jeden jest wodospad Sekumpul, ale widzieliśmy ich znacznie więcej (m.in. Banyu Wana Amertha, Aling – Aling, Tukad Cepung, Colek Pamor). Oprócz samych wodospadów, magiczne są miejsca, w których są one położone. Najczęściej z punktu biletowania (czyli okolice parkingu) wiedzie ścieżka, prowadząca bardziej lub mniej stromo w dół. Nie są to jednak takie zwykłe ścieżki. Bowiem znajdują się one zazwyczaj w obrębie lasu. Także kroczysz przez gęstą dżunglę, roślinność powala, co chwilę oczom ukazują się coraz to bardziej egzotyczne gatunki. Kiedy zaczynasz się zbliżać, wpierw słyszysz szum wody a później czujesz rozpryskujące się w powietrzu drobinki wody. W wielu z nich można się kąpać, co jest niesamowitym doznaniem. Trzeba tylko uważać na pijawki. Niektóre z wodospadów siąpią wprost do wnętrz jaskiń, inne są rekordowo wysokie lub po prostu pięknie uformowane.

Polecamy najbardziej !

X. Odwiedź Nusa Penidę, Nusa Lembongan oraz Nusa Ceningan

Już w poprzednim artykule wspomniałam o urokliwości sąsiadujących z Bali trzech wysepek: Nusa Penida, Lembongan oraz Ceningan. Dostanie się na jedną z nich, zajmuje godzinę publicznym promem, który na dodatek jest super tani (około 3 zł). My wypływaliśmy z Padangbai (południowo-wschodnia część wyspy), gdzie dotarliśmy podczas naszej skuterowej wyprawy. Na prom można zabrać ze sobą skuter i cenowo mniej-więcej wyjdzie Cię na to samo, jak wynajem kolejnego pojazdu na miejscu (a bez niego się nie obejdziesz).

Największą z wymienionych wysp jest Nusa Penida i znajdują się na niej przefantastyczne miejsca. Plaża Kelingking Beach, to zdecydowanie numer jeden ze wszystkich dotychczas przeze mnie odwiedzonych plaż. Znajdziesz tutaj również ciepłe źródła, wodospady, klify. Przez swoistą kameralność, atmosfera tych wysp jest zupełnie inna, niż na przereklamowanym Bali. Co prawda, coraz więcej turystów dociera na wysepki, ale wciąż jest to odsetek w stosunku do Bali. Wszyscy żyją leniwie, spokojnie i raczej biednie.

Będzie wyboiście

Znacznie gorzej ma się natomiast tu sytuacja z drogami i ich powierzchnią. Z miejscowości gdzie przypływa prom na kilkunastu kilometrach położono nowy asfalt, ale gdy tylko zboczymy, chcąc się dostać do jednego z cudów Matki Natury, zaczyna się hardcore. Droga to niekończący się labirynt dziur. Są gigantyczne i niemożliwe do omijania. Dobrze być przygotowanym mentalnie na takowe utrudnienia, niemniej jednak cel jest wart poświęcenia.

Na dwie pozostałe (Lembogan oraz Ceningan) dostaniecie się promem lub prywatnymi motorówkami, które dostępne są w przystępnych cenach. Jeśli chodzi o ich atrakcje, to są bardzo zbliżone do tych z Nusa Penidy. No może poza Nusa Lembongan, która dodatkowo słynie z wysokich klifów (10-13m), z których można oddawać skoki do wody. My skakaliśmy – auu, polecamy. Również dopiero tutaj przyszło nam zaznać w końcu jakiegoś obrzędu kulturowego, mianowicie mieliśmy okazję obserwować ceremonię pogrzebu. Palenie „trumny” wraz z ciałem. Niestety nie mogliśmy porozmawiać z uczestnikami, ponieważ pędziliśmy na ostatni tego dnia powrotny prom.

Wyspy słyną z nurkowania z butlą, a dla mniej wkręconych w temat – snorkelowania. My próbowaliśmy tego drugiego i wrażenia mamy niejednoznaczne. Zobaczyliśmy częściowo piękną, a częściowo wymierającą już rafę, podczas gdy na głębinach pływaliśmy w syfie, mówiąc prostolinijnie. A inaczej się nie da powiedzieć, i wręcz nie powinno.

XI. Rusz się na Javę, zobaczyć wulkany

Przygoda wymagająca nieco więcej czasu. Tak, by ekspedycja była przyjemnością trzeba liczyć 5 dni poza Bali, ale warto. Tak bardzo bardzo.

Wulkany, o których mowa to Ijen oraz Bromo, oba aktywne. Pierwszy, jest jednym z dwóch na świecie, przy którym można obserwować zjawisko „niebieskiej lawy”. W rzeczywistości to nie sama lawa jest koloru niebieskiego, jest czerwona jak każda inna. Wraz z nią natomiast uwalnia się bardzo duża ilość gazów siarkowych, które w połączeniu z tlenem płoną na kolor niebieski. Efekt widoczny jest tylko nocą i żeby trafić na noc, kiedy zjawisko będzie wyraźne, trzeba mieć dużo szczęścia. Nam się nie udało, ponieważ poprzednie dni były deszczowe i płomień się nie wzniecał.

Ijen jest kopalnią siarki, która od dziesiątek lat zabiera zdrowie oraz życia kolejnym pokoleniom lokalnych mieszkańców. Mężczyźni tu pracujący, zaczynają pracę około 24 w nocy, by do rana wykonać 2-3 kursy w górę – po kilogramy siarki i w dół, by minerał oddać.

Trekking na Ijen jest nocną eskapadą. Z miejscowości Banyuwangi, wyjeżdża się między 00:30 a 1:30, tak by przed 3:00, być pod bramą wejściową terenu wulkanu. Pół godziny później odnajdujemy się z przewodnikiem i wyposażeni w maski filtracyjne, ruszamy w górę. Gdy dochodzimy w okolice szczytu, zbaczamy w lewo i schodzimy szlakiem siarki. U samego dołu kilkuset metrowego zejścia, pracownicy wydobywają wielkie kawałki minerałów.

Następnie idziemy do góry, w kierunku punktu widokowego. Na miejscu czekamy na wschód słońca, zjawisko jak nie z tej planety. Wulkan przykryty jest błękitnym jeziorem, a unoszące się w powietrzu gazy wprowadzają klimat kosmiczny. Na niebie pojawia się róż i fiolet, i we wspólnym zestawieniu ta feeria barw jest fenomenalnym widowiskiem.

Bromo

Wulkan Bromo, położony już nieco bardziej na zachód od wschodniego wybrzeża Javy. Dokładniej, znajdujący się na terenie jednego z najpopularniejszych parków narodowych Javy – Bromo Tengger Semeru National Park. Sam wulkan leży na środku Morza Piasków, które z kolei jest częścią kilkunastu kilometrowej kaldery (czyli wielkiego zgłębienia, powstałego w skutek eksplozji, niszczącej górną część stożka wulkanicznego – wiele, wiele lat temu).

W okolicy znajduje się więcej aktywnych wulkanów, a także kilka wygasłych. Na jeden z nich spontanicznie się wspięliśmy – Mt. Batok. Największą miejscową atrakcją, są zorganizowane wyprawy jeepami na pobliskie wzgórze King Kong Hill, skąd obserwuje się wschód słońca. My jednak postanowiliśmy pójść pod prąd i nocą wspiąć się na szczyt krateru. Co to było za przeżycie!

O szczegółach pracy górników na Ijen, związanych z nią niebezpieczeństw oraz szerszą relację wraz ze wskazówkami organizacji wyprawy na oba wulkany, napiszę osobny artykuł.

Wracając do planu podróży, gdy już  go wdrożysz w życie – NIE trzymaj się go kurczowo. Jeśli po drodze uznasz jakieś miejsce za ciekawe, po prostu się zatrzymaj i podążaj za głosem serca. Takie chwile i miejsca są najwspanialsze i to właśnie je zapamiętuje się na długo. Również nie zmuszaj się do zwiedzania jakiegoś miejsca, jeśli już z zewnątrz przywodzi negatywne lub wątpliwe odczucia. Daj się ponieść intuicji, ona nie zawodzi.

Na anglojęzycznych blogach backpackerskich znajdziesz masę miejsc, które nie są tak bardzo turystyczne, a wybierać je należy całkiem indywidualnie. Każdy z nas jest przecież inny i ma inne potrzeby oraz zainteresowania.

Reasumując…

Istnieje przepis na to, aby uratować na Bali. 7 grzechów głównych Bali miało na celu przede wszystkim otwarcie oczu tym, którzy wciąż o tej wyspie myśleli, jako o magicznej krainie szczęśliwości, gdzie czas płynie sielsko i błogo. Tak już nie jest. Rozmawialiśmy z ludźmi, którzy odwiedzali Bali dziesięć lat temu i różnica jest kolosalna. Chcą fajnie spędzić tam czas trzeba ruszyć tyłek spod hotelu i nie bać się zagubić w tropikalnej czarnej dziurze. Z naszej strony, radzimy wziąć przede wszystkim pod uwagę datę wyjazdu i strzec się przed wysokim sezonem.

Ponadto szukajcie jak najwięcej kontaktu ze szczerymi lokalesami, którzy nie próbują po 5 minutach znajomości Wam czegoś sprzedać lub podnająć. Takie znajomości są jednoznaczne. To od tych nienachalnych, wręcz może zawstydzonych Waszym pierwszym krokiem w ich kierunku Balijczyków, dowiecie się najwięcej o lokalnej kulturze. Najcenniejsze momenty to te kiedy możecie poczuć się przez chwilę jak zaproszeni do uczestniczenia w ich prawdziwym, nieujawnianym dla każdego życiu.

 

Bądź na bieżąco!

Nie martw się, nie będziemy spamować

Wyrażam zgodę na wysyłanie newslettera przez Z dala od domu.

3 thoughts on “11 sposobów, by uratować wakacje na Bali

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: