Annapurna Circuit – trekking w nepalskich Himalajach.

Annapurna Circuit, 18 dni wędrówki, która nieodwracalnie zmieniła moje życie. Była i wciąż jest źródłem ogromniej inspiracji, do dalszej eksploracji gór oraz poznawania ich wyjątkowych mieszkańców. Codziennie wracam myślami do tamtych dni i planuję kolejną wyprawę. Jednego jestem pewna – Himalaje uzależniają.

Góry były długo dla mnie tożsame przede wszystkim z zimową scenerią: puszkiem, przymarzającym językiem do krzesełka wyciągowego, śniegiem przedzierającym się przez wszystkie warstwy ubioru byle zetknąć się z kawałkiem skóry i przeszywająco go zmrozić. Mowa o jeździe na snowboardzie.  

Owszem, za dzieciaka jeździłam z rodzicami często w bliskie nam Tatry, ale mój zapał do wędrowniczej eksploracji gór był, nazwijmy to… powściągliwy. Pamiętam (choć niechętnie), że z mych ust kilkukrotnie padło nawet haniebne „nienawidzę gór”. Wiek dojrzewania do dziś jest dla mnie wielką zagadką, ale przynajmniej pozostawia ślady, od których z można się odbić o pełne 180 stopni.

Powrót do korzeni zaczął się na początku studiów od sporadycznych wypadów weekendowych – Beskidy, Pieniny, Tatry z pewnością nic wymagającego, żadna tam Orla Perć ani Rysy, proste szlaki dla każdego. Annapurna Circuit ? A co to w ogóle jest. Z każdym wyjazdem czułam coraz większą koneksję z naturą, jej przeszywającą moc, zachwyt detalami, nieporównywalną do żadnej innej energię. Góry mnie zauroczyły, ale w porównaniu do zapalonych znajomych nie śmiałabym się nazwać łazikiem górskim.

Z Tatr w Himalaje!

Po jednym z ostatnich wyjazdów trekkingowych w sezonie poprzedzającym naszego Azjatycko-Australijskiego tripka, urodził się pomysł, żeby odwiedzić Himalaje. Luźna (acz intensywnie klarowna) myśl przeobraziła się w plan przejścia trasy Annapurna Circuit. To bez wątpienia jedna z najbardziej znanych i dostępnych ścieżek trekkingowych w Nepalu. W sam raz na pierwszy raz.  Przede wszystkim przemawia za nią rewelacyjna infrastruktura turystyczna. Trasa prowadzi przez dziesiątki wiosek, w każdej z nich znajduje się zaplecze gastronomiczne oraz miejsce do spania dla turystów- tak zwane guest housy. W rezultacie nie musimy się martwić o kwestie żywieniowe oraz noclegowe.

Annapurna Circuit - Tilicho Lake Base Camp, kuchnia.
Annapurna Circuit – Tilicho Lake Base Camp, kuchnia.

Moje skromne przygotowania do trekkingu Annapurna Circuit.

Moje przygotowania polegały na przeczesaniu kilku blogów w poszukiwaniu informacji na temat ekwipunku oraz ubrań na tamtejszą jesienną porę roku. Nie poświęciłam zbyt wiele czasu na zapoznanie się z trasą ponieważ mogłam polegać na Oskarze, który zajął się tą sprawą od A do Z. Ja w ramach uzupełnienia czytałam przewodnik po Nepalu, żeby raczyć nas ciekawostkami podczas wędrówki. Obejrzałam kilka videorelacji na YT, które zapowiedział mi wspaniałość tego co przed nami.

Bardzo szybko adaptuję się do nowych sytuacji, niewielu rzeczy się boję i czuję się fizycznie bardzo sprawna, więc nie było powodu aby czegokolwiek się obawiać. Wyszłam z założenia – cokolwiek będzie, z pewnością się dostosuję i z podniesioną głową stawię czoła.

z-dala-od-domu-blog-podrozniczy-annapurna-circuit-1-of-1
Annapurna Circuit, dzień 2. Strefa subtropikalna.

Oczywiście zaopatrzyliśmy się w podstawowy niezbędny ekwipunek: plecak, buty trekkingowe, kurtka puchowa oraz przeciwdeszczowa, czołówka, butelki na wodę z filtrem itp. W związku z tym, że jest to bardzo przydatna wiedza następny wpis będzie  o kompleksowym przygotowaniu się do tego trekkingu – lista rzeczy oraz ubrań, jaką wybrać porę roku, gdzie zaczynać, ile to kosztuje, jak się nawigować i tak dalej.

Borykaliśmy się z dylematem związanym z kilkoma rzeczami, ponieważ wiedzieliśmy, że nie przydadzą nam się podczas dalszej podróży po ciepłych krajach. Mowa między innymi o śpiworach, dlatego ostatecznie postanowiliśmy kupić je na miejscu i tam po skończonej wędrówce zostawić.

Zakupy w Nepalu

Wiedzieliśmy o możliwości zakupu każdego sprzętu turystyczno-górskiego na miejscu, oczywiście (ok, jeśli ktoś nie był w Azji to może to nie być takie oczywiste) wątpliwej jakości. Thamel, turystyczna dzielnica Katmandu zatopiona jest w sklepikach wyłącznie z podróbkami, więc to nie tak, że jesteśmy szemranymi typkami i wysilaliśmy się aby takowe znaleźć. W całym mieście oryginalne sklepy można policzyć na palcach jednej ręki i ciężko do nich dotrzeć. O spektakularności naszego wyboru przekonaliśmy się już drugiej lub trzeciej nocy na szlaku. A była to wysokość dopiero 2000 metrów, możecie zatem sobie wyobrazić jak było nam ciepło w górnej bazie Thorong La Pass, która jest położona  4800 m n.p.m.

Kilogramy na plecach.

Oprócz zakupowego niewypału, popełniliśmy jeszcze jeden błąd nowicjuszy. Zabraliśmy ze sobą na szlak wszystko co mieliśmy w plecakach na całego tripa. Mój bagaż ważył około 15 kg, Oskara  20. Nie licząc tragarzy, mieliśmy chyba najcięższe plecaki ze wszystkich spotkanych na szlaku wędrowników. Nosiłam ze sobą koszulki, szorty i sukienki na cieple dni. GENIUSZ. Ale wiecie co ? Fuck it. Zrobiliśmy atut z naszej sytuacji idąc za myślą „nie ma miękkiej gry” i podwajając satysfakcję z pokonanej trasy.

Annapurna Circuit - dzień 2, super backpack
tak wygląda plecak ważący 20 kg, strzeżcie się takiego bagażu

Nie każdy tragarz to Szerpa!

Co się tyczy dźwigania.  Szacując na oko (wprawne, rozglądające się we wszystkie strony i wyłapujące zarówno krajobrazy jak i dane do ewentualnej analizy)  ponad połowa trekkersów korzystała z usług tragarzy, potocznie i błędnie zwanych Szerpami. 

Szerpowie to grupa etniczna zamieszkująca Himalaje na wysokościach pomiędzy 3000 a 6000 metrów nad poziomem morza. W związku z ich naturalnymi, fantastycznymi predyspozycjami do funkcjonowania na dużych wysokościach, to oni jako pierwsi podejmowali się pomocy himalaistom podczas wypraw górskich. Stąd wzięła się potoczna nazwa Szerpowie w stosunku do wszystkich tragarzy. Jednak jest ona o tyle błędna, iż w dzisiejszych czasach zostają nimi reprezentanci praktycznie każdego ludu zamieszkującego Nepal, Indie oraz tereny dawnego Tybetu.

Wracając do ich obecności na naszej trasie – najczęściej jeden z nich przypadał na dwójkę lub trójkę wędrowników. W moim mniemaniu są to ludzie absolutnie niesamowici. Obciążanie nawet do 60 kg noszą oparte na głowie (przy pomocy paska owiniętego wokół głowy), poruszają się przy tym szybciej niż reszta trekkersów. Na stopach miewają klapki, adidasy i prawie nigdy buty górskie. Ten ostatni aspekt budził we mnie dotkliwy dysonans. Adidasy jeszcze jestem w stanie zrozumieć, ale japonki albo kuboty to już ryzykowna gra w tych warunkach, nie wspominając o wysokościach.

Annapurna Circuit, Tal - nepalski przewodnik.
Annapurna Circuit, Tal – nepalski przewodnik.

Nieś to sam!

Osobiście jestem przeciwna korzystaniu z usług porterów na trasie ACT (Annapurna Circuit Trek). Po pierwsze i najważniejsze, popularyzacja szlaków turystycznych Himalajów spowodowała łatwy sposób na zarobek dla niewykształconych obywateli. Niestety odbija się to na od kilku lat niemalejącym analfabetyzmie w Nepalu, utrzymującym się na poziomie powyżej 50% całego społeczeństwa. To bardzo smutna statystyka i niestety nasza w tym zasługa.

Gospodarka kraju stoi turystyką. Agencji organizujących trekkingi są tysiące i każda zachęca klientelę bardziej ceną niż jakością oferowanych usług. Nepalczycy z wykształceniem (choćby podstawowym) chcą zarabiać więcej a pracodawcy wolą zapłacić mniej. Decydujący się na pomoc tragarzy turyści nie przykładają uwagi do poziomu edukacji swoich nowych kolegów. Po prostu chcą wydać jak najmniej pieniędzy. Taka sytuacja napędza wzrost zatrudnienia analfabetów.

W ogóle relacje turystów z ich tragarzami były raczej oschłe i przypominały mi model pan – służący. Każdy chodzi swoimi ścieżkami. Grupy trekkersów razem a tragarze w wesołych grupkach razem. Rzadko kiedy dochodziło do zawiązywania między nimi głębszej relacji.

Rozumiem osoby starsze lub z kontuzjami, decydujące się na taką alternatywę, która jest jedyną drogą do spełnienia marzenia przejścia szlaku, ale jestem zdania, że młodzi zdrowi wędrownicy powinni być gotowi na samodzielne noszenie swego bagażu. Opcja z porterem przypomina mi wykupione wakacje „all inclusive”, gdzie jedzie się z myślą by nie robić nic a wszystko mieć podstawione pod noc. Żaden w tym fun.

Świat potrzebuje świadomych turystów.

No cóż, o komercjalizacji Nepalu wiemy aż za dużo, chyba każdy zna sytuację związaną choćby z najwyższą górą świata – Mount Everestem. Kolejki na szlaku, tony śmieci, walające się opustoszałe namioty oraz ludzkie ekskrementy zostawiane na szlaku przez uczestników szalenie drogich wypraw. Komercjalizacja tego niezwykłego kraju pociąga za sobą smutne konsekwencje na wielu płaszczyznach (głównie ekologicznej oraz społecznej) i wybierając się tam naszym obowiązkiem jest podejmować ŚWIADOME decyzje dotyczące sposobu jego eksploracji.

Annapurna Circuit - Chame, lokalne dzieciaki wypatrują helikoptera
Annapurna Circuit – Chame, lokalne dzieciaki wypatrują helikoptera

Boję się iść samotnie.

Annapurna Circuit można przejść na własną rękę lub w towarzystwie przewodnika. Często na drugą opcję decydowały się osoby, które nie znalazły kompana podróży. Rozumiem taką decyzję, gdybym była bez towarzystwa również miałabym wątpliwości względem samotnej wędrówki.

Przewodnicy to niesamowite dusze. Popołudniami i wieczorami w guest house’ach gdy nadarzała się okazja rozmawialiśmy z nimi popijając rozgrzewającą herbatę. Są źródłem nie tylko praktycznych informacji ale także tamtejszej unikatowej, szczerej energii. Pięknie mówią o wierzeniach, duchach a także o sytuacji politycznej i gospodarczej kraju, są bardzo świadomi i wyedukowani.

Przewodnik daje również zabezpieczenie związane z noclegiem. Na szlaku panuje bowiem zasada kto pierwszy ten lepszy, ale zorganizowane grupy mają niepisane układy z właścicielami domów noclegowych. Pokoje na nich czekają niezależnie o której godzinie uda się im dotrzeć do wioski. Jeśli idziemy na własną rękę trzeba wziąć pod uwagę fakt, że na danym odcinku może być więcej podróżników i niekoniecznie wystarczająco dużo noclegów, warto więc wyruszyć jak najwcześniej. Jednak nawet jeśli przytrafi się sytuacja, że wszystkie pokoje będą zajęte nie ma czym się martwić. Tak samo jak w polskich schroniskach, gdzieś nas przenocują i można to potraktować jako element przygodowy na tym dobrze przygotowanym szlaku.

Annapurna Circuit - Thorong La High Camp Viewpoint
Annapurna Circuit – Thorong La High Camp Viewpoint

A co jeśli się zgubię?

Dla nas całą frajdą było cowieczorne planowanie każdego kolejnego dnia. Szukanie biało-czerwonych znaków na szlaku, orientacja z mapą i kompasem. Czułabym się obdarta z najlepszego elementu trekkingu, gdybym po prostu musiała za kimś podążać. Za kimś kto szedł tą ścieżką już dziesiątki lub nawet setki razy i zna ją na wylot. Woleliśmy odkrywać wszystko własnymi zmysłami.

Warto zaznaczyć, że trasa ACT jest bardzo dobrze oznakowana i nie sprawia większych kłopotów. Jasne, kilkakrotnie sprawdzaliśmy czy na pewno dobrze wybraliśmy kierunek, ale głównie dlatego, że zawsze szukaliśmy starych (w naszej nomenkraturze: oldschoolowych) ścieżek trekkingowych of true Annapurna Circuit. A to ze względu na to, że od kilku lat trwa tam budowa drogi dojazdowej do coraz wyższych partii a styczność z budową chcieliśmy ograniczyć do minimum.

Wiele osób omija dolną partie pierwotnej trasy, dojeżdżając jeepami na pewną wysokość. Niektórzy zaczynają dopiero w Manang, do którego szliśmy osiem dni. (miejscowość położona na wysokości 3500 metrów nad poziomem morza). I pewnie dojeżdżaliby dalej ale na szczęście tutaj urywa się droga a co za tym idzie możliwość dalszego dojazdu. Dlatego różnice w pokonanych kilometrach przez różnych trekkersów tego samego słynnego szlaku, mogą się wahać od 130 – 230 km.  

Czy dasz radę przejść Annapurna Circuit?

Jak czytacie, trasa jest świetnie przygotowania i można ją pokonać na kilka sposobów. Z hartem ducha, na spokojnie, pół jeepem – pół pieszo, albo na tzw. Janusza. Nie generalizuję, że porter + przewodnik oznacza drugi styl. Starsze osoby będą potrzebowały wsparcia a sam fakt podjęcia próby oznacza wielką odwagę i zasługuję na szacunek.

Kwintesencją i odpowiedzią na być może pojawiające się pytanie „czy jestem w stanie to zrobić”? niech będzie fakt, że w najwyższym punkcie wędrówki czyli na przełęczy Thorong La (5419m) spotkaliśmy 80-letnią Panią, która ze zmęczeniem ale i satysfakcją stanęła pod najważniejszą tabliczką szlaku, obwieszoną tybetańskimi flagami. Towarzyszył jej mąż w podobnym wieku.

Annapurna Circuit – Manang, widok z pokoju <3

Po przejściu Annapurna Circuit nic nie będzie takie jak wcześniej.

Nie zdawałam sobie sprawy czym okaże się dla mnie ta osiemnastodniowa wędrówka. Bezsprzecznie to przede wszystkim podróż wgłąb siebie. Pokonując codziennie niełatwe odcinki kilku do kilkunastu kilometrów ma się mase czasu na wewnętrzny dialog. Obserwacja lokalnych mieszkańców, tego jak żyją i kim są, ponieważ w tamtym świecie niewielkie ma znaczenie co masz. Jesteś tyle wart ilu masz w okół siebie dobrych ludzi. Z ich oczu możesz wyczytać historię każdego z osobna, są zwierciadłem duszy. Wielokrotnie zdawałam sobie sprawę, że pomimo ich biedy i świadomości naszego zachodniego świata, oni wcale nie chcą go u siebie. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, aby nadmierna cywilizacja wkraczająca w ich górski świat mogła tych ludzi uszczęśliwić.

Annapurna Circuit - great wall view
Annapurna Circuit – great wall view
Annapurna Circuit - Tilicho Lake sidetek
Annapurna Circuit – Tilicho Lake sidetek

Krajobraz, który otaczał nas przez całą wyprawę był jak górska epopeja ze wstępem, rozwinięciem i zakończeniem. Od pierwszych dni napawaliśmy się intensywnością subtropikalnej zieleni, przechodząc do skalistych a wręcz księżycowych scenerii, kończąc na lodowcowych widokach u najwyższych partii. Widoki są nie do opisania, żadne zdjęcie nie odda tego co urzekło mnie najbardziej, czyli hiperprzestrzeni. To coś, co można zrozumieć jedynie za pomocą doświadczenia empirycznego. Mimo wszystko klimat i atmosferę tych wspaniałych miejsc możenie zobaczysz na kilkudziesięciu analogowych zdjęciach.

Dla mnie po tej podróży nie ma rzeczy niemożliwych i niedostępnych. Spotkaliśmy na swojej trasie tak wielu inspirujących ludzi, trzeba tylko chcieć i nie bać się wyjścia z własnej strefy komfortu, ponieważ prawdziwe życie, zaczyna się właśnie za nią.

Bądź na bieżąco!

Nie martw się, nie będziemy spamować

Wyrażam zgodę na wysyłanie newslettera przez Z dala od domu.

6 thoughts on “Annapurna Circuit – trekking w nepalskich Himalajach.

  1. Przyznaję, że nigdy nie byłam miłośniczką gór i zawsze jakoś bardziej ciągnęło mnie w kierunku klimatów plażowych, ale Himalaje mają w sobie coś fascynującego i myślę, że byłyby w stanie zmienić mój światopogląd.Wydaje mi się, że stają się jednak coraz bardziej turystyczne i obawiam się, że z czasem mogą stracić swój urok. Ale zazdroszcze Wam tej wędrówki wgłąb siebie:)

  2. O szlag! Coś pięknego, niesamowitego! Zazdroszczę, co ja będę owijać w bawełnę, ale szczerze podziwiam. To musiało faktycznie być bardzo odmieniające doświadczenie. Wydaje się, że to wszystko jest czymś poza zasięgiem, a jednak się da i na pewno na całe życie zostanie to wszystko głęboko w człowieku.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: